Wieczory

Czwartek pod lampą: kto zasiadł do finału

W ostatni czwartek zapisało się osiemnaście osób, a finał rozegrał się w takiej ciszy, że słychać było tykanie zegara. Piszę, jak to wyglądało zza kontuaru.

Relacja

Osiemnaście osób i jeden stół.

Zapisy ruszyły o siedemnastej. Karolina wpisywała imiona, sprawdzała dokumenty i wręczała tabliczki z numerami stołów. Losowanie odbyło się z kapelusza Norberta, który zawsze służy do tego celu i który ma na rondzie wytarty ślad po latach użytku. O osiemnastej Jadwiga zapowiedziała pierwsze rozdanie.

Pierwsze poziomy przebiegły spokojnie. Przy jednym stole siedziały trzy osoby, które znają się od dzieciństwa i komentowały każdy ruch półgłosem. Przy drugim siedziała studentka z pobliskiej uczelni, która grała po raz pierwszy i prowadziła notes z notatkami. Odpadła tuż przed finałem, ale obiecała wrócić.

Przerwa była o dziewiętnastej trzydzieści. Wszyscy zeszli na dół po szarlotkę i herbatę. Wiesław wyniósł świeży cebularz i został pochwalony przez pół sali. Kiedy wróciliśmy na piętro, wszystkie stosy żetonów leżały dokładnie tak, jak je zostawiliśmy.

Finał rozpoczął się po dwudziestej pierwszej. Czterech graczy usiadło pod lampą, a reszta stanęła wokół. Zapadła cisza, w której słychać było tylko stukanie żetonów i oddech krupierki. Rozdanie za rozdaniem ubywało zawodników, aż został jeden.

Wieczór zakończył się tuż przed wpół do dwunastej, kiedy Jadwiga zebrała ostatnie karty i zgasiła lampę nad środkowym stołem.

Dłoń rozdająca karty na zielonym stole do gry
Po finale

Kto został i co zapamiętaliśmy.

Mistrz wieczoru

Tytuł mistrza wieczoru zdobył pan Henryk, stały bywalec, który gra u nas od otwarcia. Jego imię wpisałem ołówkiem na tablicę w holu, obok kilkunastu innych. Nie dostał niczego, co można by zabrać do domu, i uśmiechał się tak, jakby dostał wszystko.

Debiutanci

Dwie osoby, które przyszły po raz pierwszy, dotarły do połowy turnieju. Jadwiga mówi, że rzadko widuje tak uważnych początkujących. Obie obiecały wrócić za tydzień, a jedna zapisała się nawet na kolejny turniej.

Za tydzień

Następny turniej będzie w czwartek, o tej samej porze i na tych samych zasadach. Zapisy przyjmuje Karolina od siedemnastej, a miejsc jest tyle, ile krzeseł. Zapraszamy wszystkich pełnoletnich, także tych, którzy do tej pory tylko patrzyli.

Dla widzów

Turniej to także spektakl dla tych, którzy nie grają. Można usiąść przy ścianie, zamówić herbatę i obserwować rozgrywkę. Krupierka lubi, kiedy ktoś patrzy, bo wtedy rozdaje karty z większą uwagą. Wystarczy przyjść wcześniej, żeby zająć dobre miejsce.

Słowo krupierki

Jadwiga powiedziała po finale, że to był jeden z najspokojniejszych turniejów od dawna. Nikt się nie spóźnił, nikt nie podniósł głosu, a ostatnie rozdanie zakończyło się dokładnie o czasie.